Trochę odgrzeję tego kotleta, hehe, może uda mi się ciut uzasadnić gazowanie autka i rozwiać niektóre mity

.
Mit nr 1. Gaz niszczy silnik - nieprawda, to nie gaz niszczy silnik, tylko niekompetentni gazownicy-partacze oraz oszczędzający na siłę użytkownicy. Mało, który gazownik daje nowo zagazowanemu instrukcję użytkowania instalacji LPG, nawet nie przeprowadzi krótkiego instruktażu. A od poprawnego użytkowania tejże zależy baaardzo wiele. Wielu użytkowników zaniedbuje swoje autka i "ciągnie" aż coś się sypnie i dopiero wtedy naprawia skutki własnego lenistwa. Jest to szczególnie widoczne przy instalacji WN. Jako, że gaz wymaga większej energii iskry zapłonowej niż benzyna to niedomagania układu WN dają o sobie znać o wiele szybciej niż na gazie, ale gdyby użytkownicy wymieniali jego elementy zgodnie z zaleceniami producenta to nie byłoby najmniejszych problemów. Niestety mało kto wymienia świece co 10kkm (jednoelektrodowe) lub co 30kkm (trójelektrodowe), o przewodach WN to już nawet nie wspominam, które często-gęsto chodzą w autku od samego początku i nikt ich nie rusza, a instrukcja wyraźnie mówi o dystansie ok. 80kkm. Kopułka i palec podobnie jak świece wymieniane są dopiero jak coś nie teges, a nie co 80kkm. Takie postępowanie to prosta droga do poważniejszej awarii w wyniku np. strzału w kolektor. Głównym grzechem panów gazowników jest niestety wkładanie najtańszych i najprostszych instalacji do aut, które wymagają bardziej zaawansowanych systemów. Twierdzą, że na I lub II generacji będzie śmigać, a nie opłaca się zakładać droższej instalacji do auta wartego prawie tyle co instalacja. Otóż jest to pozorna oszczędność, która może się bardzo szybko zemścić, ze względu na nieodpowiedni dobór instalacji. Owszem I czy II generacja będzie pracować w np. mechanicznym wtrysku czy wielopunkcie ale... Właśnie w ekstremalnych sytuacjach może dojść do nadmiernego zubożenia mieszanki i strzał gotowy. Jak słyszę takie komentarze, "a ja mam mechaniczny wtrysk i I generację i jeżdżę już 3 lata i jest ok." to gotuje się we mnie, bo nikt nie twierdzi, że ta instalacja nie będzie pracować tylko, że wystarczy jeden jedyny raz i mamy poważne kłopoty. Takie postępowanie gazowników wynika z prostoty zagazowania I czy II generacją takiego auta i stosunkowo prostą regulacją, a potem niech się właściciel martwi

. Niekompetencja wielu warsztatów jest pod tym względem niesamowita. Czasem zastanawiam się jakim cudem te firmy mają jeszcze klientów. Jedyne wytłumaczenie to takie, że póki instalacja jest nowa to wszystko ok. Potem, po kilku latach autko trafia do nowego właściciela, który zadowolony, że ma LPG dalej użytkuje instalację niczego nie świadomy, aż w niedługim czasie dochodzi do poważnej awarii i zaczyna się narzekanie, że gaz to do zapalniczek, że niszczy itd. Otóż jedynym rozsądnym wyjściem w takiej sytuacji (zakup auta z gazem) jest albo bardzo dokładny przegląd, regulacja i ewentualna regeneracja elementów, albo demontaż starej i montaż nowej dobrze dobranej instalacji. Zaręczam Was drodzy koledzy, że dobrze dobrana i wyregulowana instalacja idealnie sprawuje się w prawie każdym autku i nie sprawia kłopotów ani niczego nie niszczy. Jedyny chyba element ulegający szybszemu zużyciu przy LPG to wydech, ze względu na dużą zawartość wody w spalinach LPG. Nawet nieco wyższa temp. spalania się gazu nie jest na tyle wysoka, żeby zaszkodzić głowicy. Rzeczywiście najbardziej kapryśnymi silnikami jeśli chodzi o LPG są te na mechanicznym wtrysku i mało który gazownik chce się podejmować gazowania takowego. Jeśli już gazuje to I lub II generacją, a ten silnik wymaga dobrej III generacji (wtrysk ciągły gazu - niestety bardzo trudno dostępna), o której wielu gazowników nawet nie słyszało sic! A IV generacja nie będzie współpracować z tym typem sterowania silnika. Wciskając klientowi II generację (to już i tak nieźle) tłumaczy, że nie warto inwestować w tanie auto ukrywając własną niekompetencję.
Mit nr2 - szybsze zużycie oleju (zwłaszcza w silnikach ze sporym przebiegiem). Silnik pracujący na LPG wcale nie zużywa więcej oleju niż na benzynie. To zjawisko wynika stąd, że benzyna spływa po ściankach cylindra do miski i niejako uzupełnia stan oleju rozcieńczając go, co akurat jest bardziej niebezpieczne niż uwidocznienie zużycia oleju podczas pracy na gazie. Gaz jako, że jest paliwem suchym i na dodatek w stanie gazowym nie spływa do miski tylko odparowuje. To co dostanie się do komory korbowej jest zasysane przez zawór recyrkulacji i spalane. Stąd wynika pozornie większe zużycie oleju.
Mit nr3 - awarie układu wtryskowego, szczególnie wtryskiwaczy. To kolejny przykład niefrasobliwości gazowników i użytkowników. Niestety dość powszechne praktyki odcinania pomp paliwa podczas pracy na LPG powodują, że cały układ paliwowy jest pozbawiony chłodzenia i smarowania krążącą benzyną. To powoduje, że pozbawione tego wtryskiwacze, regulatory ciśnienia i inne elementy układu pracują w warunkach w jakich nie powinny. W wyniku tego wtryskiwacze się zapiekają, a regulatory ciśnienia (najczęściej mechaniczne) odmawiają posłuszeństwa bo membrany parcieją, puszczają uszczelki itp.
Jak wspomniałem wtrysk mechaniczny jest układem, który najtrudniej dobrze zagazować. A dobór komponentów ma decydujący wpływ na bezproblemową pracę układu.
Kolejny grzech użytkowników, wynikający z pozornych oszczędności to odpalanie zimnego silnika (zwłaszcza zimą) od razu na LPG co znacząco podwyższa spalanie LPG oraz przyśpiesza zużycie reduktora, jak również rzeczywiście nie pozostaje bez wpływu na kondycję silnika. Otóż w takiej sytuacji i tak już mocno obciążony silnik (niska temperatura, trudniejsze warunki rozruchu) jest zalewany gazem w postaci ciekłej i gaz ten odparowując dopiero w kolektorze, a nawet cylindrach powoduje po pierwsze szok termiczny - w czasie odparowywania gazu temperatura w jego bezpośrednim otoczeniu spada do ok. -40*C, po drugie mieszanka jest zdecydowanie za bogata i resztki niespalonego gazu są dopalane w katalizatorze, mogą również spowodować strzał w wydech.
Co do oszczędności to niestety zawsze jest to pewien kompromis pomiędzy odpowiednim doborem instalacji do danego typu silnika, a sposobem w jaki eksploatujemy samochód. Instalacje I i II generacji pozwalają na bardzo szybkie przełączenie na zasilanie gazem (z zaznaczeniem uwag dotyczących konieczności rozgrzania reduktora do temperatury co najmniej 20-30*C), ale powiedzmy, że przełączamy już przy temp. 10*C. Tak szybkie przejście na LPG powoduje w zasadzie minimalne zużycie benzyny na rozruch silnika i jego lekkie ogrzanie. Jest to szczególnie przydatne podczas pokonywania krótkich odcinków (kręcenia się po małym mieście). Natomiast instalacje III i IV generacji wymagają już odpowiedniej temperatury do przełączenia na LPG. Najczęściej jest to ok. 30-40*C, przed osiągnięciem przez reduktor tej temp. przejście na gaz jest niemożliwe. Warunek ten wynika bezpośrednio z zasady działania instalacji i jej budowy. Dlatego sekwencja w autku, którym poruszamy się głównie po mieście na krótkich odcinkach, dość długo nam się zwraca. Do tego dochodzi zimą wyższy koszt gazu o tzw. zimowym stosunku propan-butan i opłacalność takiej inwestycji stoi pod znakiem zapytania. W takim wypadku lepiej taki system zakładać na wiosnę kiedy gaz jest już "letni" (tańszy), a temperatury zewnętrzne nie są tak niskie (krótszy czas rozgrzewania się reduktora). Pozwoli to na szybsze przejście na LPG i oszczędzi nieco benzyny. Jeśli jednak ktoś jeździ dużo, zwłaszcza w trasy to sekwencja zwróci się mniej więcej w takim samym czasie jak I czy II generacja.
Podsumowując jeśli dbamy o autko solidnie, nie zaniedbując niczego, odpowiednio dobierzemy instalację do silnika i dokonujemy regularnych przeglądów i regulacji instalacji LPG to będzie nam autko służyło tak samo bezawaryjnie jak na samej benzynie, a oszczędności się pojawią po roku lub dwóch od założenia instalacji (w zależności od tego jak dużo jeździmy i jaką instalację mamy założoną). Niestety najtrudniejszą sprawą jest znalezienie naprawdę solidnego i kompetentnego warsztatu gazowego, pomimo, że jest ich jak psów

.