Przy zakupie kabli zwróciłbym uwagę na inny aspekt. Ich długość. W zalerzności od tego jak parkujemy może się okazać że kable 3 m będą za krótkie (parkowanie w mieście prostopadle do ulicy). Bo nie zawsze jest możliwość podjechania do siebie czy też wypchnięcia auta na ulice przed podłączaniem przewodów.
Myśle że każdy wie w jakim stanie ma akumulator i czy daje on rade przy -25*C czy już niedomaga przy -15*C. Jak wymiana słabego akumulatora jest odroczona to kable zaczynają być koniecznością. A wtedy zachodzi kwestia jak parkuje i czy 3 metrowe starczą czy jednak 5-6 m by było potrzeba (tak jak w moim przypadku).
Praktycznie 2x dłuższe kable powinny mieć 2x wiekszy przekrój (xx mm2) a to oznacza ok 3x droższe przewody niż przy 2,5-3m.
/Kable rozruchowe używane 1 na rok. Potrzeba 5-6m wynikła raz w przeciągu 5 lat. Czy naprawdę potrzebuje 5-6m?? Kwestia dyskusyjne ale to każdy sam podejmuje decyzje/
Pozostaje jeszcze kwestia techniki odpalania auta która pozwala zaoszczędzić na przekroju przewodów i czasie odpalania.
Osobiście zimą po 5-6 poprawnych próbach odpalenia auta (3-5 sek pracy rozrusznika i min 30 sek przerwy miedzy próbami) już bym szukał "dawcy prądu" a nie piłował akumulator do zera. Im bardziej zdołowany akumulator tym więcej prądu do udanego rozruchu trzeba będzie pożyczyć. Po znalezieniu dawcy i podłączeniu się pozostaje kwestia przekroju przewodu oraz faktu czy dawca podczas próby rozruchu ma mieć odpalony silnik czy nie.
Po podłączeniu warto podładować słaby akumulator przy pomocy pracującego silnika dawcy. Po 1-2 min pierwsza próba odpalania (5sek). Jeśli bedzie nie udana po 1 min kolejna. Gdy druga zawiedzie oznacza to jedno. Odpalany silnik potrzebuje więcej "prądu" niż jego akumulator i podłączone przewody są w stanie dostarczyć. (Szczególnie gdy słychać że w trakcie próby rozruchu rozrusznik kręci coraz słabiej). Skoro się nie udało to trzeba będzie poczekać. Jeśli dawca dysponuje czasem to może przez 10-15min podładować akumulator po czym można ponowić próbe rozruchu. [zawsze można połączyć dwa komplety kabli równolegle]
A teraz kwestia pracy silnika "dawcy" podczas odpalania "biorcy". Generalnie silnik dawcy powinien być zatrzymany zarówno podczas podłączania przewodów jak i podczas próby odpalania silnika biorcy.
Wynika to z następujących przyczyn:
- podłączanie pracującego dawcy do całkiem zglebionego biorcy dobrymi grubymi przewodami może wygenerować skokowy spadek napięcia który może wyindukować prądy/napięcia które mogą uszkodzić jakąś elektronikę (najczęściej u dawcy; np. elektroniczny układ stabilizacji napięcia w alternatorze). W nowszych autach alternator może mieć dość rozbudowaną elektronikę odpowiedzialną za samodiagnozę alternatora. Po przepaleniu któregoś jej obwodu ECU może stwierdzić niesprawny alternator i nie pozwolić odpalić auta.
- próba rozruchu biorcy przy działającym silniku dawcy również może wywołać skokowy spadek napięcia i reszta jak wyżej.
- odłączanie przewodów przy obu pracujących silnikach. Ponoć też może być szkodliwa ale analiza tematu i szukanie informacji w tej sprawie nie przyniosło skutków. Może mnie ktoś oświeci?
Na szczęście nie jest aż tak źle w praktyce i ja sam daje prąd na włączonym silniku. (Być może do czasu)
Kable w BMW do aku mają do 5m i do 50/70mm2. Ano warto na szrot się przejechać

[Tylko przewód powyżej 35mm2 linka jest dość sztywny jeśli nie jest wykonany jako spawalniczy. No i byle krokodyla do tego nie przyczepisz. Spawalnicze zaciski masowe to 15zł sztuka.]
Sam mam przewody rozruchowe 5m/35mm2 z krokodylami o mocnych sprężynach. Ważą jakieś 2,5-3kg. Planuje je sprezentować ojcu i zrobić sobie 6m/50mm2 (czyli jak 3m/25mm2) [50mm2 to przerost formy nad treścią. Ciężkie, sztywne i zbyteczne jeśli do zwykłej osobówki. Poprostu udało mi się kupić taki przewód w cenie 8zł/m ale nie jest on niestety spawalniczy

]
Moja rada co do przewodów to:
3m/25-35mm2 (ok 100zł za komplet)
6m/35mm2 (ok 180zł za komplet)
Przewody kupujesz/robisz raz na całe życie. No chyba że ukradną z autem czego nikomu nie życze.