[B4 1.9 1Z] Okropne szarpanie, jakby za mało paliwa
: 21 sie 2015, 12:36
Samochód już na samym początku jak był kupiony podczas robieniu v-max miewał pojedyncze szarpnięcia, tak, jakby samochód nie dostawał paliwa na 1 gar. I tylko przy dużej prędkości, na mocno obciążonym silniku, w innych przypadkach to nie występowało. Ostatnio zdarzyło mu się szarpnąć kilka podczas wyjazdu pod górkę na 3-ce, również przy soczyście wciśniętym gazie, ale później był spokój. Aż do teraz. Wieczorem dojeżdżałem do domu, szarpnięcie podczas normalnej jazdy. Pomyślałem "nic poważnego". Wstawiłem auto do garażu. Rano samochód był nie do poznania.
Szarpanie występuje ciągle, silnik pracuje nierówno. Dodam, że to nie jest lekkie poszarpywanie, tylko sążne, jednorazowe jebnięcie. Ciężko mi powiedzieć, czy są ubytki w mocy, bo w międzyczasie najeździłem się zdrowszym samochodem, także skala porównawcza nie jest miarodajna, niemniej skłonny jestem napisać, że kilka koni uciekło w siną dal.
Niedawno przeczyściłem nastawnik pompy, ponadto na odpiętym kablu od skrzyni problem jest ten sam. Na kompie wyszedł uszkodzony czujnik temperatury powietrza - na wypiętym problem nie ustaje więc to chyba nie to.
I teraz najważniejsze. Pojechałem na wymianę filtra paliwa. Świeżo po zalaniu kubka paliwem i przy pierwszym odpaleniu motor zdawał się pracować równo i poprawnie. Długo się tym nie nacieszyłem. Po przejechaniu 200m od warsztatu koszmar powrócił. Co może być przyczyną? Paliwa ostatnio zalałem pod korek na stacji 123, tj. Statoil, od tego czasu na baku przejechałem z 820km a ON jeszcze jest wg. wskaźnika 1/4, więc gnoju z dna raczej nie pociągnął.
I jeszcze jedno, nie mogłem teraz odpalić silnika. Dwukrotnie musiałem go kręcić, dopiero za trzecim zaskoczył. Podczas rozruchu wydawało mi się, że słyszałem turbinę. To może być niepowiązany problem, ale piszę na wszelki wypadek. Jeszcze dodam, że ostatnio nalałem trochę za dużo oleju, tak z 4mm nad max.
I jeszcze drugie, bo zapomniałem. Ładowanie mi siadło. Wyjeżdżając z parkingu zaświeciła mi się kontrolka akumulatora. Wjechałem z powrotem na parking żeby zobaczyć co to się wyprawia, ale lampka zgasła. No to pojechałem do domu. Po południu, auto nie chciało się włączyć, to zapaliłem na pycha. Podczas jazdy silnik zaczął chodzić jak traktor, zatrzymałem się. Lampy ledwo świeciły. Koniec końców samochód zgasł mi na amen podczas ruszania. Alternator poszedł do regeneracji, problem rozwiązany. Może to się jakoś mieć do siebie wszystko?
Dorzucam filmik z pracy silnika na luzie przy lekkim gazie, pedał gazu ciągle w tej samej pozycji.
Szarpanie występuje ciągle, silnik pracuje nierówno. Dodam, że to nie jest lekkie poszarpywanie, tylko sążne, jednorazowe jebnięcie. Ciężko mi powiedzieć, czy są ubytki w mocy, bo w międzyczasie najeździłem się zdrowszym samochodem, także skala porównawcza nie jest miarodajna, niemniej skłonny jestem napisać, że kilka koni uciekło w siną dal.
Niedawno przeczyściłem nastawnik pompy, ponadto na odpiętym kablu od skrzyni problem jest ten sam. Na kompie wyszedł uszkodzony czujnik temperatury powietrza - na wypiętym problem nie ustaje więc to chyba nie to.
I teraz najważniejsze. Pojechałem na wymianę filtra paliwa. Świeżo po zalaniu kubka paliwem i przy pierwszym odpaleniu motor zdawał się pracować równo i poprawnie. Długo się tym nie nacieszyłem. Po przejechaniu 200m od warsztatu koszmar powrócił. Co może być przyczyną? Paliwa ostatnio zalałem pod korek na stacji 123, tj. Statoil, od tego czasu na baku przejechałem z 820km a ON jeszcze jest wg. wskaźnika 1/4, więc gnoju z dna raczej nie pociągnął.
I jeszcze jedno, nie mogłem teraz odpalić silnika. Dwukrotnie musiałem go kręcić, dopiero za trzecim zaskoczył. Podczas rozruchu wydawało mi się, że słyszałem turbinę. To może być niepowiązany problem, ale piszę na wszelki wypadek. Jeszcze dodam, że ostatnio nalałem trochę za dużo oleju, tak z 4mm nad max.
I jeszcze drugie, bo zapomniałem. Ładowanie mi siadło. Wyjeżdżając z parkingu zaświeciła mi się kontrolka akumulatora. Wjechałem z powrotem na parking żeby zobaczyć co to się wyprawia, ale lampka zgasła. No to pojechałem do domu. Po południu, auto nie chciało się włączyć, to zapaliłem na pycha. Podczas jazdy silnik zaczął chodzić jak traktor, zatrzymałem się. Lampy ledwo świeciły. Koniec końców samochód zgasł mi na amen podczas ruszania. Alternator poszedł do regeneracji, problem rozwiązany. Może to się jakoś mieć do siebie wszystko?
Dorzucam filmik z pracy silnika na luzie przy lekkim gazie, pedał gazu ciągle w tej samej pozycji.





